Cielesny, Polecane

Czy pijawka to przyszłość medycyny?

Budowa ręki

Wszyscy kiedyś o nich słyszeliśmy przynajmniej jedną mroczną legendę. Wszyscy widzieliśmy także przynajmniej jeden film, w którym główny bohater musi zanurzyć się w mulistych, mrocznych wodach jakiejś tropikalnej rzeki. I każdy z nas doskonale pamięta to obrzydzenie, kiedy bohater wynurza się z wód, a całe plecy ma oklejone czarnymi wstążkami. Ale czy pijawka to faktycznie wyłącznie zło? Czy nasza potencjalna współpraca z tym małym, błyszczącym stworzeniem mogłaby medycynie przynieść coś pożytecznego?

Mały chłopiec i duży pies

W 1985 roku trzyletni Guy Condellini miał wyjątkowego pecha: pies odgryzł mu ucho. Chłopiec trafił do szpitala, gdzie jego małżowina została przyszyta z powrotem w miejsce, do którego wszyscy przywykliśmy. Jednak musisz wiedzieć, że naczynia krwionośne są w małżowinie usznej wyjątkowo małe: chociaż lekarze zidentyfikowali tętnice i żyły o średnicy od 0,2 do 0,5 mm, to jednak nie udało się odróżnić jednych od drugich. Ucho przyszyto, ale dosyć szybko zaczęło sinieć. Zregenerowane tętnice dostarczały krew, jednak żyły stwierdziły, że nienawidzą psów i nie będą więcej pracować (doskonale je rozumiem), więc nie odprowadzały gromadzonej krwi. 

 
Krew zaczęła się gromadzić pod skórą tworząc ciemną, budzacą coraz większe obawy o powodzenie operacji, plamę. Na tym etapie nie było szans na uratowanie chłopcu ucha. Jednak lekarz odpowiedzialny za małego pacjenta był wyposażony w odpowiednią dawkę szaleństwa i zrobił coś, co na tamte czasy było niezgodne ze sztuką: w miejscu przekrwienia przystawił pijawki. Kiedy się najadały, same odpadały od ucha. Aplikowano wówczas kolejne, a kolor zaczął się poprawiać: małżowina się zaróżowiła i udało się ją uratować. 

Jak obsłużyć pijawkę?

 
30 lat później rola pijawki w świecie medycyny wciąż jest wielce osobliwa: niby wiadomo, że pomaga, ale ani nie wiadomo jak, ani nikt nie ma ochoty jej obsługiwać. Ani pielęgniarki, ani tym bardziej pacjenci nie chcą zostać wielkanocnym stołem dla małych pasożytów. 

 
Pijawka wciąż jest symbolem prymitywnych praktyk z zamierzchłych czasów, jednak kiedy spróbujemy tego prymitywa zbadać bliżej, okazuje się, że nie wiemy o nim zbyt wiele. Przecież żeby się najadła, musi po pierwsze dysponować bardzo dobrym środkiem przeciwbólowym, a po drugie: zrobić coś, żeby krzepnąca krew nie utkwiła jej między zębami (a jeżeli tak jak ja lubisz popkorn, to doskonale wiesz jak irytujące potrafią być próby wydłubania zza górnej siódemki, tkwiącej tam już drugą godzinę, kukurydzianej łupy). Pijawka nie ma tych problemów! Wytwarzana przez nią hirudyna o wiele skuteczniej zapobiega krzepnięciu krwi niż nasza heparyna. 1:0 dla ciebie, czarny ślimaczku (błąd! Pijawka nie jest ślimakiem. Zalicza się do pierścienic). 

 
Ponadto jej ugryzienie czyni znacznie mniej szkód niż nacięcie skalpelem, który może uszkodzić tkanki. 2:0, mały spryciarzu! 

Europejska pijawka czy francuska królewna?

 
Wykorzystywane w medycynie pijawki europejskie to niebywale wybredne, wyrafinowane stworzenia: unikają powierzchni ciała pokrytych szorstką szczeciną (ha, w zimie padłyby przy moich nogach z głodu), nie lubią też perfum, rozmaitych produktów do włosów i niektórych zapachów skóry. 

 
Ich wyhodowanie w specjalnie zaprojektowanych w tym celu laboratoriach trwa 2 lata. Trawią jeden posiłek przez cały rok (częstotliwość, która zdecydowanie zadowoliłaby mojego dietetyka). Mogą ośmiokrotnie zwiększyć swoją objętość i… mają niebywały talent do ucieczek. Ruszają się dużo szybciej, niż można by się tego po nich spodziewać: często zdarza się, że uciekają z hodowli przyczepione do butów odwiedzających ją opiekunów. 3:0! 

 
Po dwóch latach hodowli, pijawki umieszcza się w specjalnym żelu i wysyła do szpitalnych aptek. Trafiają na oddziały zajmujące się chirurgią rekonstrukcyjną i estetyczną: i choć przystawianie pijawek to metoda ostatniej szansy, to potrafią uratować palec, ucho, sutek czy czubek nosa. 

 
Trudno skłonić pijawkę, by ugryzła dokładnie w to miejsce, które zaplanowali dla niej lekarze. Do tego „odwrót” następuje wtedy, kiedy to ona stwierdza, że „dziękuję, już się najadłam, nie potrzebuję deseru, będę już uciekać, bo robi się późno” Odchodzą więc sobie cichutko w jakieś ciemne miejsce, żeby spokojnie trawić przez najbliższe miesiące. Chowają się za zasłonami czy pod parapetem, jednak na ich nieszczęście, zostawiają za sobą ślad w wiadomym kolorze, który jest w stanie wytropić nawet ktoś, kto nigdy nie słyszał o Sherlocku Holmesie. Poza tym opita pijawka to zagrożenie biologiczne – w końcu zawiera krew, jest więc jak chodząca igła. 

Pijawka kontra człowiek

 
W naturalnym środowisku lecznicze pijawki mogą żyć nawet 27 lat, jednak tu mamy do czynienia z pijawkami hodowanymi w ściśle określonym celu, więc to człowiek decyduje o długości ich życia. Po wykonaniu swojej pracy pijawka zostaje umieszczona (najpierw schwytana, jeżeli ktoś się zagapił) w plastikowym pojemniku i spryskana roztworem zawierającym alkohol. A później… BUM! Dziękujemy za twój wkład w medycynę. To jednak będzie 1:0 dla nas.   

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.