Cielesny

KREW I. Puchar Złotego Ziomka otrzymuje…

Ilustracja serca

Wyobraź sobie najbardziej wyluzowanego ziomka na świecie: krąży sobie po mieście, w którym zna na pamięć każdą ulicę. Nie spieszy się (jego tempo to od 3 do 5 km na godzinę), bo wie, że wszędzie dotrze na czas. Ma upchane po kieszeniach artefakty, na które nigdy nie zabraknie mu klientów. Jeżeli ktoś będzie chciał zrobić mu krzywdę, wystarczy, że uchyli poły swojego przepastnego płaszcza i uwolni stamtąd swoich ochroniarzy, którzy tylko czekają na najdrobniejszy sygnał, by wściekle ruszyć do ataku. 

Więc tak sobie spaceruje po doskonale znanych mu ulicach, zajęty swoimi sprawami. Tu komuś coś dostarczy, tam podrzuci pod drzwi. Ubija interesy, dogaduje się, przekazuje paczki, eskortuje gości. Wielofunkcyjny i niezawodny jak WD40.

Jest niezwykły, pomysłowy, zaskakujący, tajemniczy i absolutnie niezbędny. 

Nasz największy przyjaciel, super gość, jedyny na świecie ziomek ze złotym pucharem Złotego Ziomka. Szef Krew

Jedyny taki

Mogłabym zacząć wymieniać wszystkie jego funkcje, ale tylko z tego jednego zagadnienia można by napisać książkę. Bo oprócz funkcji krwi można jeszcze pisać o krzepnięciu, przetaczaniu, chorobach, grupach, historii, miesiączce, krwotokach, cyklu życia komórek krwi. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, a później jeszcze trochę wymieniać. 

Zacznę od tego, że dzięki pracy swojego dobrego przyjaciela – mięśnia sercowego – jedyny na świecie laureat nagrody Złotego Ziomka krąży po całym naszym organizmie. Wyskakuje tętnicami, chętny do działania i pomocy: rozdaje prezenty, przynosi zakupy, zbiera zagubione obiekty, sprząta ulice. Następnie, nieco zmęczony, wraca do serca żyłami, po czym zaczyna kolejną rundę. 

Głównym zadaniem krwi jest transport tlenu i składników pokarmowych do komórek oraz transport powrotny produktów końcowych przemiany materii (np. dwutlenek węgla, mocznik). Krew działa jak ukochana babcia, która przynosi wnuczkowi bardzo pyszne serowe naleśniczki, a w zamian wynosi pełną pieluchę. 

Krew zapewnia utrzymanie równowagi wodnej i elektrolitowej (homeostazę). Regulację wartości pH. Regulację temperatury ciała. Jesteśmy zwierzętami stałocieplnymi i najlepiej funkcjonujemy w okolicach 36,5 °C). Transportuje hormony i inne substancje. Jest częścią układu odpornościowego. To właśnie ona reaguje na skaleczenia (i to jej podziękujmy za wszystkie te urocze plastry w fioletowe dinozaury). Nie wspominając już o tym, że erekcja to także jej sprawka. 

Gdzie leży jej źródło?

Skąd się w ogóle bierze krew w naszym organizmie? Kto powołał do życia tą absolutnie niezwykłą substancję, wyposażył ją w niespotykane nigdzie indziej umiejętności, okrasił nutką niezbędnego pracoholizmu (każdego dnia czerwone krwinki wielokrotnie okrążają całe ciało pokonując około 19 tysięcy kilometrów), ale i wymaganego luzu (gdyby to na mnie ciążyła odpowiedzialność utrzymania całego miasta w dobrym zdrowiu, na pewno miałabym problemy ze zbyt małą ilością snu i zbyt dużą ilością zajadających stresy serniczków)?

Odpowiedzią jest szpik kostny – właśnie w tym miejscu elementy morfotyczne krwi mówią swoje pierwsze “dzień dobry”. Natomiast ostateczne “dobranoc” ma miejsce w śledzionie, około 115 dni później. Wytwarzanie krwi to proces niezwykły. Szczególnie, jeśli weźmiesz pod uwagę, że nie jesteś w stanie wyprodukować sobie nowej nogi, natomiast nowe zasoby utraconej krwi – jak najbardziej. 

Masz jej w sobie jakieś 5,5 litra, zależnie od Twojej wagi oraz płci. W jej skład wchodzą składniki komórkowe, osocze, hormony, substancje odżywcze, rozpuszczone gazy, produkty przemiany materii. Widzisz, że wcale nie żartowałam pisząc, że Twój ziomalinio ma naprawdę wypchane kieszenie. Dzisiaj opowiem Ci o komórkach krwi. 

Co masz we krwi?

Po pierwsze: pękające z dumy, zarozumiale i kompletnie zadufane w sobie erytrocyty (popularnie zwane czerwonymi krwinkami). Ich zadaniem jest transport tlenu (głównie) oraz dwutlenku węgla (trochę). Posiadają tą absolutnie wyjątkową umiejętność dzięki hemoglobinie. To właśnie to białko odpowiada za przyłączanie i transport tlenu we krwi. Nie przesadzę, jeżeli powiem, że dzięki tej umiejętności erytrocyty podtrzymują nas przy życiu. Do dzisiaj nie udało nam się powtórzyć tego cudu w żadnych laboratoryjnych eksperymentach. Mimo wielu lat różnych doświadczeń.

Po drugie: przebiegłe leukocyty, które biorą na siebie ciężar odpowiedzi immunologicznej. To dzięki nim nie zapadamy na żadną ciężką chorobę za każdym razem, kiedy obetrą nas buty, wbijemy sobie drzazgę w palec, albo w kolejce nakaszle na nas jakiś starszy pan. Zaznaczając oczywiście, że sytuacja nie ma miejsca w pandemicznej rzeczywistości, gdzie maseczki, dwumetrowa odległość i niepatrzenie sobie w oczy to nasz społeczny standard. 

Po trzecie: łagodne, spokojne trombocyty. To kompres na wszelkie skaleczenia, zadrapania, rany i otarcia. Odpowiadają za krzepnięcie krwi. 

Nawet nie jestem w połowie moich krwawych opowieści. Co z grupami krwi? Przetaczaniem? Chorobami przenoszonymi przez krew? I przede wszystkim: czy krew zawsze jest Dobrym Ziomkiem? Okazuje się, że niestety nie zawsze, co może potwierdzić każda osoba cierpiąca na hemofilię. 

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.