Cielesny

OKO czyli skąd ta łza?

zdjęcie przestawia rycinę, na której widać wszystkie elementy tworzące oko człowieka

Oko – pracowity producent wilgoci

Praktycznie każda część Twojego ciała coś tworzy, produkuje, transportuje albo przelewa.

I dzisiaj będzie o produkowaniu, transportowaniu i okazjonalnym przelewaniu, czyli o łzach. Każde Twoje oko jest zaopatrzone w jeden gruczoł łzowy, który leży w górno-bocznej okolicy oczodołu. Razem ze swoimi koleżkami (o rany, to jest naprawdę tłoczna gromada: gruczoły Krausego, Wolfringa, Molla, Zeissa i Meiboma rozmieszczone w różnych okolicach powiek i spojówek) produkuje coś w rodzaju filmu, który ma za zadanie nawilżać, chronić i oczyszczać Twoją gałkę oczną.

Romantycznym szlakiem łez

Ale nie dla nawilżających watah się tu dziś zgromadziliśmy. Kiedy łza wydostanie się z przewodzików odprowadzających, spływa sobie w stronę wewnętrznego kąta oka czymś, co romantycznie nazywa się korytkiem łzowym (a jest po prostu tą przestrzenią między okiem a powieką, w którą zawsze wpada kocie futro, namolna rzęsa albo owad, który miał naprawdę wielkiego pecha w swoim krótkim życiu).

Łzy gromadzą się w (kolejna romantyczna nazwa) jeziorku łzowym. Następnie znikają gdzieś w Twojej czaszce wykorzystując do tego celu jeden z dwóch kanalików łzowych.

Tajemniczy woreczek

We wnętrzu czaszki oczywiście nie pływają sobie swobodnie obijając się o kosteczki słuchowe. Trafiają do woreczka łzowego. Ale co to ten woreczek? Czy to taka skarbonka na drobniaki – na niechciane łzy, do wykorzystania na później? Nie wiem, ale woreczek łzowy to kolejna nadmiernie romantyczna nazwa, którą muszę Wam podać zachowując przy tym śmiertelną powagę naukowca i nie starając się robić nawiązań ani do Ani z Zielonego Wzgórza ani do literatury dziecięcej sprzed ćwierćwiecza.

Zjeżdżalnia w czaszkowym tunelu

Dół woreczka łzowego przechodzi w kostny kanał nosowo-łzowy. To taka dosyć fantazyjna zjeżdżalnia, którą łzy spływają przez połowę Waszej twarzoczaszki po to, by finalnie wyłonić się w przewodzie nosowym dolnym. Właśnie dlatego kiedy zaczynacie płakać, z Waszego nosa zaczynają cieknąć gile. To Wasze łzy, które mają za sobą przejażdżkę życia najbardziej ekscytującą zjeżdżalnią na świecie.

I tyle by było z tego romantyzmu, tych korytek, jeziorek, kanalików i woreczków. Wszystko tylko po to, żeby na końcu i tak się obsmarkać bez żadnej godności.

Ale po co nam to?

Łzy zwilżają rogówkę i spojówkę, pojawiają się jako reakcja na ostre światło, palec w oku, dym albo nadmierna chęć na zupę cebulową. Ale pojawiają się także kiedy jest nam smutno.

Jesteśmy jedynym gatunkiem który płacze pod wpływem emocji i nikt tak do końca nie wie po co to robimy. Nie odnosimy z tego żadnej korzyści (to znaczy jest to mocno zindywidualizowana cecha, bo czasem po płaczu czujemy się gorzej, czasem lepiej. Czasem pomaga nam uśmierzyć ból i obniżyć poziom stresu… a czasem wręcz przeciwnie).

Poza tym płaczemy nie tylko wtedy, kiedy jest nam źle. Płaczemy ze szczęścia, ze złości, z bezradności, z poczucia krzywdy, ze wzruszenia.

Nie wiadomo dlaczego ludzie tak mają. Ale kiedy naklejam plasterek z misiem na obite kolano kruszynki, która jeszcze niedawno kopała wnętrze mojego brzucha, to na chwilę tracę ostrość widzenia, bo wszystkie moje gruczoły okolicy oczu oszalały z nadprodukcji.

I wcale nie muszę rozumieć dlaczego.