Bez kategorii, Cielesny

Dzisiaj robię BOO! czyli Bardzo Osobista Opowieść

Serce i kolibry

Jednego z pytań, których nie znoszę najbardziej, jest to dotyczące mojej pracy: dlaczego zostałam ilustratorem medycznym? Co mnie zainspirowało, jak do tego doszło, że zdecydowałam się na tak niszowy zawód? 

Zawsze wściekle unikam odpowiedzi, albo opowiadam ogólnikowo: że na studiach cośtam, że miałam w domu stary podręcznik do anatomii, że to ciekawe, że mnie fascynuje i inne historie, które chociaż są prawdziwe, to jednak omijają najważniejszą kwestię.  

10 lat temu, w pewne sierpniowe popołudnie, zaraz po gwałtownej ulewie, odebrałam telefon, który zmienił moje życie. “Ojciec nie żyje”. Nie pamiętam co było później. Najpierw wskoczyłam w tryb autopilota: wykonywać standardowe zadania, zachowywać się schematycznie, spakować czarne ubrania, wybrać trumnę, zawiadomić przyjaciół, podpisać papiery, które przywiózł przedstawiciel ubezpieczeniowy, pojechać do notariusza, przeczytać testament. 

A później przyszła próba zracjonalizowania: co zawiodło? Jaka część ciała taty zbuntowała się i mi go odebrała? Do dzisiaj tego nie wiem. Jednak drążące pytanie “co się stało” kwitło we mnie zapuszczając korzenie we wszystkich moich myślach i planach na przyszłość. Wtedy znalazłam książkę o anatomii i miałam już podmiot, któremu mogłam moje natarczywe pytania zadawać. Zaczęłam rysować, bo ze wszystkich rzeczy, które umiałam, właśnie to robiłam najlepiej. Gdybym umiała śpiewać, moja kariera byłaby teraz zapewne bardziej spektakularna niż niszowy przedstawiciel niszowego zawodu. 

Czemu mówię Ci o tym właśnie dzisiaj? Spotkałam się ostatnio z bardzo krzywdzącą opinią, że coś komuś zawdzięczam. Że ktoś mi coś pokazał, że gdyby nie ktośtam, to nie byłabym w miejscu, w którym jestem teraz.  

Ale to nieprawda.  

Nikt nie narysował za mnie ani jednej ilustracji. Nikt nie nauczył się za mnie na czym polega esofagektomia żołądka, operacja typu Billroth II, kąt Benetta czy bardzo, bardzo wiele innych informacji, które musiałam przyswoić, żeby tworzyć rzetelne ilustracje: żeby być dobrą w tym, co robię. Nikt nie nauczył się za mnie prowadzić firmę, wystawiać faktury, prowadzić akcje marketingowe, współpracować z klientami. Nie spotkałam w moim życiu ani jednego ilustratora medycznego, nie miałam mentora ani opiekuna. I tak samo, jak nikt nie ubrał za mnie tej czarnej sukienki w sierpniowe popołudnie, tak nikt nie jest w najmniejszym stopniu odpowiedzialny za to, co do tej pory udało mi się osiągnąć.  

Piszę Ci o tym właśnie dzisiaj również dlatego, że chcę pokazać Ci jak w najgorszych chwilach, wypełnionych chaosem i strachem, rodzą się niesamowite idee. Jak początkowo coś, co wydawało się dramatem, może przynieść Ci fantastyczne zmiany, otworzyć nowe drzwi i pokazać nowe drogi, które w normalnej sytuacji zostałyby przez Ciebie niezauważone. 

To, co przeżyłam, było wstrętne. Najlepiej byłoby, gdyby nikt nie musiał przez to przechodzić. Jednak Ty i ja wiemy, że rzeczywistość tak nie działa. Dlatego pamiętaj: cokolwiek się teraz dzieje, jakiekolwiek trudności przechodzisz i jak wielkie zagubienie odczuwasz. Przekuj to w swoją siłę. Kiedyś inni będą podpisywać się pod Twoim sukcesem i wtedy będziesz wiedzieć, że ta walka jest naprawdę wygrana. 

I proszę, cokolwiek robisz – uważaj na siebie. 

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.